Na sam początek uniósł wzrok ku górze, wziął głęboki oddech i rozłożył ręce, automatycznie przymykając powieki.
Ciepłe, lipcowe powietrze przeleciało mu przez palce, a na twarzy pojawił delikatny uśmiech.
- Wyobrażam sobie, że jestem ptakiem. Gdybym miał skrzydła, mógłbym wzbić się wysoko i stamtąd patrzeć na świat. - przyznał, a jego głos rozpłynął się zaraz za plecami. Opuścił głowę, uniósł powieki i odchrząknął, próbując pozbyć się przysłowiowej kluski, która stanęła mu w gardle. Wystawił jedną nogę za krawędź, uginając te, która była wyprostowana, a dłonie powędrowały w kieszenie zielonej bluzy. - I uśmiech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz